Oceń: (0) (0)

adrian171

, 2008-01-28 08:58:00, 12 odp
Tematy:

Słyszałem że Matematyka na Studiach Technicznych jest bardzo trudna czy to prawda?

Odpowiedzi udzielone na to pytanie

5 minut temu


Oceń: (0) (0)

groszunio 2012-09-23 07:50:50

Sama matma nie jest zła :)
ja ciągnę dwa kierunki: matematyka i budownictwo..
szczerze powiem, że budownictwo wydaje mi się cięższe..

Oceń: (0) (0)

orzelzmatmy 2012-09-21 23:01:37

Problemy z matematyką na studiach mogą być dużo mniejsze dzięki stronce http://orzelzmatmy.pl

Oceń: (0) (0)

~uszol 2010-01-29 21:44:25

Masakra!!! W poniedziałek mam egzamin :(

Oceń: (0) (0)

yeti(pomaga i ucieka 2008-02-03 21:14:55

Repertuar dziedzin, które chyba nigdy nie stracą na znaczeniu, od lat jest ten sam: medycyna, prawo, języki obce. Reszta to wielka niewiadoma. Zasada jest prosta - im więcej na rynku pracy ludzi tego samego zawodu, tym trudniej o dobrą posadę i dobre zarobki. I niekoniecznie jest tak, że ludzie bardziej uzdolnieni mają lepsze stanowiska i wyższe dochody, niż kompletni ignoranci. Doświadczenie życiowe mówi mi nawet, że jest wręcz odwrotnie :-) I jeszcze coś - będąc lekarzem czy adwokatem, łatwiej jest zostać politykiem, ale to już inna śpiewka!

Kiedyś panowała moda na kierunek studiów pod nazwą "marketing i zarządzanie". Okazało się potem, że to wielki niewypał i większość absolwentów tego kierunku musiała rejestrować się w urzędach pracy jako bezrobotni. Do założenia własnego przedsiębiorstwa potrzeba było czegoś więcej, niż gołego wykształcenia, a firmy już istniejące nie potrzebowały podobnego typu specjalistów.
Szczególnie dobrze było to widać w dziedzinie reklamy. Istniejące wtedy w Polsce trzy, może cztery,  prawdziwe agencje reklamowe, za żadne skarby świata, nie chciały pochłonąć gigantycznej nadwyżki "specjalistów od reklamy". A była na to studiowanie marketingu okropna moda i boję się, że chyba jeszcze trwa. Z drugiej strony, podobno tylko jakieś 10% ludzi pracuje w swoim zawodzie - więc może niepotrzebnie tak gderam? Modzie jednak nie ulegaj! To niczego dobrego nie wróży!

W dziedzinie ekonomii sprawa także nie wygląda zbyt różowo. Banki więcej zwalniają pracowników, niż przyjmują. Oczywiście zostaje ciągle na topie zawód księgowego, ustawowo wymagający wyższego wykształcenia ekonomicznego, ale to trudna droga, choć z pewnością godna polecenia, dla każdego kto lubi porządek i bardzo porządne wynagrodzenie.

Prawo? Z prawem sytuacja jest skomplikowana i wiele zależy od tego, czy ma się tzw. plecy w postaci np. stryjka - znanego i wpływowego adwokata :-) Do adwokatury droga raczej nie jest usłana różami (korporacja  broni się skutecznie przed wzrostem podaży adwokatów), ale lepiej jest prawo znać, niż go nie znać. Przypomnę starą maksymę prawniczą: "Nieznajomość prawa szkodzi!" Jak nie adwokat, to notariusz, jak nie notariusz, to doradca podatkowy itd., itd. Jakieś perspektywy zawsze są! Nawet w takim ZUS-ie prawników potrzebują... Aż trudno w to uwierzyć :-)

Do zostania lektorem języka obcego potrzeba talentu i z pewnością nie może nim zostać jąkała z zanikami pamięci :-) Inna sprawa, że naukę języków obcych trzeba zacząć w wieku, kiedy kształtuje się aparat mowy, tj. nie później niż do 11-12 roku życia, a najlepiej dużo, dużo wcześniej. Co ja piszę - trzeba zacząć najlepiej w przedszkolu! Potem jest już zbyt późno i można nauczyć się mówić co najwyżej "po angielskiemu" niż po angielsku. W tych latach pracuje inna część mózgu - przecież dziecku do nauki języka wcele nie jest potrzebna jakaś tam gramatyka w trzech tomach! Samo chłonie zasady językowe, jak gąbka!
Powiem tylko tyle, że przy moich córkach nie używam angielskiego, bo się wstydzę :-( W dodatku, moim i nie tylko moim skromnym zdaniem, naukę języka obcego powinien prowadzić rodowity lektor - Anglik, Francuz, Niemiec itd. i warto wydać nawet fortunę na dobrego lektora dla własnych dzieci, niż zmarnować im przyszłość w tym zakresie. Miałem kiedyś na uczelni pewną panią doktor od języka angielskiego, która mi to wytłumaczyła i jestem jej za to wdzięczny do dzisiaj! Oczywiście, nadal taka metoda nauczania nie jest powszechna i ktoś tę biedną młodzież musi uczyć choćby "po angielskiemu". Rynek pracy w tej branży jest jeszcze dosyć chłonny i w sumie mógłbyś i tam poszukać swojej szansy. Poza tym, praca nauczyciela to tygodniowe pensum 18-godzinne i nikt mi nie powie, że to więcej, jak pół etatu. Dochodzi do tego słuszny, prawie trzymiesięczny, płatny urlop i wcześniejsza, nie taka znowu niska emerytura. Jest więc o co walczyć!

Ostatnio słyszę zachęty do studiowania budownictwa i nauk mu pokrewnych. Podobno "bum" na rynku budowlanym potrzebuje tego typu fachowców. Problem na tym tutaj polega, że budownictwo jest wykładnikiem stanu gospodarki, tzn. po ilości na horyzoncie żurawi budowlanych widać, czy w kraju stworzone są warunki do rozwoju, czy też jest akurat odwrotnie. Gdy braknie warunków, popyt na inżynierów budownictwa leci na przysłowiowy pysk... Tym samym zawód to trochę niebezpieczny :-)

Wybacz Adrianie, nie jestem specjalistą od doradztwa zawodowego i to co piszę, wynika bardziej z mojego doświadczenia, niż z jakichś badań naukowych nad rynkiem pracy. Mogę Ci tylko jedno zasugerować - wybierz sobie zawód mało rozpowszechniony na rynku pracy i koniecznie w jakiejś rozwojowej dziedzinie życia (nie takiej na wymarciu!) Nie marnuj również jakichś innych swoich uzdolnień np. plastycznych, czy w kierunku programowania komputerowego. To wszystko może się kiedyś przydać! Oczywiście nie mogę wskazać Ci jakiegoś konkretnego zawodu dla Ciebie, bo to - z różnych powodów - dla mnie zbyt trudne :-) Konkretnej uczelni także Ci nie wskażę, bo nie mam pojęcia, która jest najbardziej przyjazna dla studenta. Popytaj absolwentów, może niektórzy prawdę Ci powiedzą :-)
Z tym, sugerowanym przez niektórych, wyborem zawodu wyłącznie zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, to radzę zachować daleko idącą ostrożność - lepiej wybierz sobie zawód, który da Ci "chleb"; te inne własne małodochodowe zainteresowania możesz rozwijać na studiach zaocznych, czy podyplomowych. Nikt Ci nie zabroni, jeśli tylko będziesz miał na to środki finansowe :-)

To wszystko, niczego więcej nie napiszę - obiecuję!

P.S. Koniecznie naucz się pisać szybko na klawiaturze - wszystkimi palcami! - przydaje się to w życiu, przydaje... Nawet na takim www.zadajpytanie.pl :-)
No dobra, dobra... już uciekam!

Oceń: (0) (0)

adrian171 2008-02-02 16:21:59

A Pan jaki zawód lub Uczelnię proponuje?
POZDRAWIAM

Oceń: (0) (0)

yeti(pomaga i ucieka 2008-02-02 11:41:25

Adrianie, a czego oczekiwałeś? Miałem Cię pocieszać, że sobie poradzisz z tą matematyką i pochwalić twój wybór uczelni, mimo że nie jestem przekonany do końca, że robisz dobrze? Chciałem Cię tylko przestrzec przed zbyt pochopnym wyborem drogi zawodowej i pójściem za chwilową fascynacją!
Rozumiem, możesz mieć duszę inżynierską, techniczną i w sumie dobrze - ten kraj mogą postawić na nogi właśnie uzdolnieni inżynierowie. Mogą, to nie znaczy postawią, bo nie jest to takie pewne, że ktoś da im szansę i rzeczywiście będą "mogli". Czasami myślę, że gdyby tak komuna nie zbankrutowała, nadal tłukłoby się w Polsce poloneza i tzw. małego fiata :-)

Zasiałem ziarno wątpliwości? Trudno, się mówi, życie jest mocno skomplikowane, ale tobie zostało jeszcze trochę czasu przed nowym rokiem akademickim. Więc rusz mózgownicą!

No, dobra, jeśli już zdecydujesz się na politechnikę, to pamiętaj, że wbrew panującym poglądom, na tych renomowanych uczelniach jest łatwiej, niż na tych tzw. prowincjonalnych. Zdziwiony, co??? Mogę dać Ci uroczyste słowo honoru, że tak właśnie jest :-)

A to między innymi z tego powodu, że na tych renomowanych jest mniej zajęć i masz Bracie więcej wolnego czasu dla siebie! Mniej zajęć i co najważniejsze - mniej zaliczeń i egzaminów!

Pojąłeś wartość tej informacji? Więc nie rób z siebie nieudolnego barana i sugerując się własnym, pozornie niskim, poziomem wiedzy matematycznej, nie kieruj swoich kroków na prowincję!
Będziesz miał więcej wolnego czasu, to nie otumaniejesz i będziesz mógł zająć się np. szlifowaniem języków obcych. Ooo... to jest już wystarczający powód, żeby wybrać renomowaną uczelnię!

Jeśli mieszkasz w jakimś mieście prowincjonalnym (lub w pobliżu) i masz niezbyt zasobnych finansowo rodziców, to trudno - skazany jesteś na lokalną uczelnię! Ale jeśli nie - postaraj się wyjechać jak najdalej od domu!

Dlaczego jak najdalej? Bardzo dobre pytanie :-)

Tutaj Cię może zaskoczę, ale na polskich uczelniach panują zaskakujące metody przydzielania studentom miejsc w akademikach. Robi się to najczęściej metodą "na odległość" tzn. może się zdarzyć, że jeśli mieszkasz na stałe np. w odległości 120 km od uczelni, to akademik dostaniesz, a jeśli tylko 115, to już nie (chyba dlatego, że ty to nie możesz dojeżdżać, ale twój kolega, mieszkający 5 km bliżej to już owszem, czemu nie!) Dziwne, prawda? Dziwne??? Skandaliczne, nie dziwne! Tyle tylko, że nadal na polskich uczelniach powszechne!

Wprawdzie studentów teraz trochę mniej na uczelniach, z powodu niżu demograficznego, ale jakoś nie słyszałem, żeby nowe akademiki wyrastały jak grzyby po deszczu, a tych istniejących jest ciągle za mało.
Warunki w akademiku są często gorsze niż w prywatnych kwaterach (doprawdy?), ale zapamiętaj sobie Bracie - akademik to centrum towarzyskie i nic nie zastąpi Ci akademika :-) Tylko mieszkając w akademiku, wiesz wszystko o wszystkim i o wszystkich. (Chyba zostanę pisarzem :-)

To dwie, prawdę mówiąc, bezcenne rady, które otrzymujesz ode mnie za darmochę! Trzecia jest równie bezcenna i też gratis - wybierz sobie zawód taki, żebyś biedy nie klepał - gdybyś wiedział, ile kosztuje zapewnienie godziwych warunków żonie i dwójce dorastających córek, to zrozumiałbyś, co mam na myśli :-)
Oczywiście, jeżeli zamierzasz zostać ubogim samotnym bojownikiem o wzrost poziomu technicznego w Kraju nad Wisłą, to nie ma sprawy, ale jeśli nie zamierzasz wieść takiego życia, to zapamiętaj sobie stare przysłowie: "Gdy bieda zagląda do domu oknem, miłość ucieka drzwiami".

Ja miłości nie pozwalam z mojego domu uciec (choć z drżeniem serca czuję, że za kilka lat, te moje dwie nastoletnie "miłości" i tak ode mnie uciekną :-) i zmieniłem zawód na bardziej dochodowy.
Oczywiście, gdyby nagle tak stało się w Polsce, że inżynierów zaczęłoby się solidnie opłacać, to owszem, pochwaliłbym Twój wybór, tyle tylko, że czuję w kościach, że długo, długo na to się nie zanosi!

Może ten mój drugi "wykład" ułatwi Ci wybór uczelni i będziesz wiedział, co zrobić! I proszę, nie psiocz na jego długość, bo na uczelnię się Bracie wybierasz i nie takie wykłady przed Tobą :-)

Z wyrazami głębokiej sympatii - yeti(pomaga i ucieka)

Oceń: (0) (0)

adrian171 2008-01-30 13:03:24

Nom niezły wykład,ale teraz nie wiem co mam zrobić;p

Oceń: (0) (0)

yeti(pomaga i ucieka 2008-01-30 11:38:34

Widzę Bracie, że chcesz się w bagno wpakować :-) Nie w tym kraju, nie tutaj! Tutaj możesz zostać tzw. inżynierem i potem ludzi w zakładzie poganiać lub w gumofilcach po budowie ganiać. Polska jest krajem zacofanym technicznie i nikt nie powie mi, że tak nie jest. Jedyny most wiszący prezydent otwierał...
Chwilowy tzw. "bum" (celowo piszę po polsku) i tylko trochę większy popyt na inżynierów na rynku pracy spowodowany jest również tylko chwilowym wzrostem koniunktury gospodarczej w UE. A w takich Stanach już widać recesję...

Nie wiem, jaki kierunek studiów chodzi Ci po głowie, ale jedno bym Ci radził - dobrze się Bracie zastanów!
W życiu chodzi m.in. o to, żeby zarobić na życie i to nie kosztem utraty zdrowia i całkowitego osiwienia. W Polsce za porządne tyranie płaci się niewiele, a ten twój planowany wybór właśnie do tego Cię prowadzi!
Uzyskanie uprawnień do wykonywania zawodu w branży inżynierskiej jest kosztowne i trudne do uzyskania. O wiele łatwiej zostać lekarzem medycyny i uzyskać specjalizację. I proszę nie myśl, że studia medyczne, to są jakoś szczególnie trudne - to mit powtarzany zwłaszcza przez tzw. służbę zdrowia.
Jeśli coś zawalisz przy projektowaniu, albo czegoś nie dopilnujesz przy wykonastwie, może Ci grozić kryminał - a w najlepszym wypadku będziesz płacił z własnej kieszeni odszkodowanie i wywalą Cię z roboty. W branży medycznej taki scenariusz nie zachodzi! Możesz komuś coś bezkarnie wyciąć, spartolić - i tak nikt po sądach cię nie będzie ciągał. Koledzy z branży staną zwartym murem za tobą...
Zarobki będziesz miał o niebo wyższe i wcale nie będziesz się musiał specjalnie o to starać (np. będąc akwizytorem w jakiejś firmie przemysłowo-handlowej). Zresztą, wizyty domowe ciągle są w modzie i prywatnie trochę grosza Ci skapnie. Sprawę tzw. dodatkowych korzyści majątkowych pominę, wiele mówiącym, milczeniem...

Oczywiście, rozumiem, na akademii medycznej zetkniesz się z krojeniem nieboszczyków, ale jeśli Cię to tak przeraża, że wolisz stracić wzrok siedząc nad rysunkami i AutoCADem, by potem biedę klepać - to już Twój problem.

Jest sporo czasu przed ew. egzaminami na studia. Bierz się do roboty i skończ wreszcie z, typowym w twoim wieku przedmaturalnym, "kwiczeniem". Masz łeb i pora w to uwierzyć! Wkrótce zrozumiesz, że czas poświęcony na naukę (w tym tej Twojej matematyki) był przez te twoje poprzednie lata, prawdę mówiąc, marnowany. Zresztą, trudno się dziwić - w polskich szkołach nadal uczy Michał Michała, w dodatku mając pensum na mniej niż pół etatu, a wypłatę za etat cały, i coś, co twój sprawny mózg mógł pojąć w ciągu piętnastu minut porządnego fachowego wykładu, nie pojął przez lat trzy, albo cztery.

Piszę to jako inżynier, oczywiście po zmianie branży - jakże by inaczej! - nie po to, żeby Ci w głowie namieszać, ale po to, żeby Ci Bracie dać odrobinę chociaż z mojego doświadczenia. Doświadczenie to kosztowna nauka - ale od tego, co teraz ode mnie otrzymałeś, podatku nie będziesz musiał płacić :-)

Podatek, a raczej haracz, zapłacisz, gdy lichy zawód sobie wybierzesz! Więc, rusz trochę głowiną...
Oczywiście, jeśli uparty jesteś jak osiołek i zdania nie zmienisz, jak krówka na łące, to trudno - to Twoje życie, Twój trud...

Matma na uczelniach nie jest znowu taka trudna. Podejrzewam, że wcale się nie zmieniła od 20 lat, tzn. od czasu, gdy sam ją studiowałem na politechnice. Zresztą, nadal katują młodych studentów tą samą książką "Analiza matematyczna" Krysickiego i Włodarskiego. Dzieło to zachwalane, w kilkudziesięciu wydaniach, a jakie niestrawne dla młodego studenta pierwszorocznego :-)
Oczywiście pierwszy rok studiów na politechnice trudno zaliczyć, choć, prawdę mówiąc, to rok najłatwiejszy. A potknąć się możesz, np. z następujących możliwych powodów:

  • - Twój wykładowca matematyki będzie beztalenciem albo łapownikiem,
  • - spodoba Ci się inna branża,
  • - spodoba Ci się cóś miłego, pachnącego, na dwóch nogach, co zupełnie zawróci Ci w głowie i sprawi, że wszystko poza nim wyda Ci się nic nie warte i pozbawione kolorytu (na pierwszym roku o takie "cóś" najłatwiej :-)
  • - ulegniesz powszechnej manii na błyskawiczne wyjazdy ze studiów do domu rodzinnego - na zasadzie: co ja tutaj robię, tylko czas marnuję i pieniądze! Choroba to powszechna i wywołuje największy odsetek strat w "narybku" studenckim. Praktyka jednak dowodzi, że często wystarczy się tylko trochę zaprzeć i ciągnąć tak, ciągnąć do końca ostatniego roku. Jakże wielu studentów zaliczenia musiało "wychodzić", "wyprosić" i "wymęczyć". Ale "dało się"!

Na koniec tego przydługiego wykładu chciałbym Ci tylko jedną rzecz podkreślić. Wybij sobie z głowy coś takiego jak myślenie, że jeśli na jakiejś uczelni spróbujesz studiować i nie zaliczysz pierwszego roku, to zmarnujesz sobie rok życia. To kompletna bzdura! Poznasz wielu ciekawych ludzi, nabierzesz doświadczenia, obycia i z pewnością nie będziesz już trząsł portkami na ew. egzaminie na innej uczelni.

Wybór zawodu to poważna sprawa, nie kieruj się niewiarą w siebie, czy jakimiś, najczęściej urojonymi, kompleksami. Wszystko, co mamy, przecież otrzymaliśmy z Nieba i niczego nie wzięliśmy sami z siebie. Jeśli poczujesz w sobie jakiś głos powołania, nie próbuj go stłumić, a potem tego tłumaczyć własną niedoskonałością. Otrzymaliśmy przecież Ducha wiary i męstwa, a nie ducha strachu. To piękne słowa, z któregoś Listu św. Pawła Apostoła - im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej jestem przekonany, że są prawdziwe :-) I wcale nie przeszkadza mi w tym podobno pragmatyczne wykształcenie :-)

Na koniec chciałbym Ci życzyć samych sukcesów na drodze  zawodowej.  Tak, wybór  uczelni to już początek tej drogi :-) Oczywiście  napisałem to, żebyś się Bracie  "nie łamał" i pozbył kompleksów, które w tej wypowiedzi cyt: "obawiam się, że sobie nie poradzę" (czy coś w tym stylu), aż nazbyt wyraźnie widać!
Tylko pamiętaj, że w życiu robić to, co się naprawdę lubi i brać za to w dodatku spore pieniądze - o, to szczyt marzeń i w takiej Polsce trudno te dwie rzeczy ze sobą pogodzić! Stąd to moje dzisiejsze gderanie...

Pomogłem (mam taką nadzieję, że przynajmniej nie namieszałem :-) i uciekam!
yeti (pomaga i ucieka)

Oceń: (0) (0)

adrian171 2008-01-28 19:55:40

Kurde to porządne;)
A niektórzy mówią że matymatyka jest kosmicznie trudna a chciałem iść na Politechnikę czy coś i boję się że sobie rady nie dam;/
PODRAWIAM

Oceń: (0) (0)

hubertwzx 2008-01-28 19:48:13

Mechanike i budowe maszyn na wydziale Samochodow i maszyn roboczych Politechniki Warszawskiej -napisalem to juz wczesniej :)

<< Poprzednie
1 2 Następne >>

Zgłoś nadużycie

Dodaj odpowiedź do pytania

Teraz bez logowania

Tematy:

Pytania: << Poprzednie Następne >>

Zadaj własne pytanie

Teraz bez logowania

Inne pytania z tej kategorii

Dlaczego ludzie...

Autor: jaakpeel, Odpowiedzi: 3

Pomózcie po raz...

Autor: klaudias, Odpowiedzi: 1

Co to jest moment...

Autor: damianekww1, Odpowiedzi: 1