Oceń: (0) (0)

Esmenu

, 2011-02-15 12:34:47, 4 odp
Tematy: literaturze

Bardzo zależy mi, żebyś przeczytał fragment mojego...

opowiadania i krótko je ocenił. Proszę... Muszę wiedzieć, czy warto to dalej kontynuować, czy to nie strata czasu.





Patrzyła na świat z przymrużeniem oczu, nie interesowały jej zbytnio sprawy doczesne, czy problemy innych ludzi – chyba, że przyjaciół. Lubiła się bawić, kochała warszawski zbytek, piękne suknie, perfumy o zapachu jaśminu, nawet! (choć nigdy ich nie nosiła) – lubiła peruki. Pięknie eksponowały kształt twarzy każdej kobiety.
Nosiła się na bogato. Do jej ulubionych sukien należały te bardzo szerokie, skromnie zdobione lecz wykonane z najwyższej jakości materiałów w tym delikatnych jedwabi. Kochała nosić szykowne kapelusze z drobniutką siateczką, zasłaniające jej wielkie, sarnie oczęta. Prawie zawsze włosy upinała w kształt wielkiej, rozwiniętej róży, której pnącza zwisały w dół, aż do karku gęstymi, kasztanowymi lokami. Z rzadka kosmyki swoich pięknych, tworzących fale włosów wypuszczała na czoło i skronie tworząc efekt uroczego nieładu. Niekiedy, na mniej uroczystych przyjęciach, chociażby u znajomych pojawiała się we włosach rozpuszczonych; kosmyki opadały wtedy na łopatki, okalały twarz, która stawała się pulchna i dziewczęca. Nie musiała ich kręcić, żeby były puszyste i sprężyste. Cudownie miękkie. Nie musiała ich zdobić perłami, siateczkami, złotem – wystarczył kapelusz i jej osobisty urok.
- Nanine! Nanine, chodź, pomóż mi się ubrać…
Z przedpokoju wybiegła radosna, rumiana blondynka z prowizorycznym nieładem na głowie; rozczochranym kucykiem zrobionym na czubku głowy.
- Szybko, podaj mi suknię, tę błękitną…
Dziewczyna podbiegła do mniejszego pokoiku na drugim końcu apartamentu, przeznaczonego specjalnie na garderobę, złożyła suknię na dwoje i wróciła do swojej pani popijającej herbatę w sypialni, w zimowym szlafroku.
- Dziękuję. Połóż ją tutaj, na fotelu. A teraz idź poproś pana Rachowieckiego o przygotowanie powozu dla mnie.
- A… jeśli można spytać: gdzie pani jedzie? – oparła się o framugę drzwi.
- Achh… - zdawało się, że zachichotała. – Nie bądź tak ciekawska. Ale, dobrze. Powiem ci gdzie jadę. No więc muszę spotkać się z księciem, i odebrać moją miesięczną wypłatę, której przecież nie daje mi już od kwartału! I nie wiem czy wypłaci i tym razem... Powiedział, że śniadanie dla „damy” to odpowiednia pora na spotkania. Powiedz mi, Nanine, czego on ode mnie chce? Czego oczekuje? Wiesz? Domyślasz się chociaż?
- On panią kocha… tak jak ojciec kocha córkę. – powiedziała niepewnie.
- Tak… - zaśmiała się – kocha jak córkę. I chce na siłę wtłoczyć we mnie swoją moralność, filozofię i wiarę w Boga. Lecz przecież prawda jest taka, że to właśnie ja jestem bardziej moralna od wielu innych kobiet, które zdradzają swoich mężów, które sieją plotki i biją swoje służki… Och, ale po co ja ci to mówię… - posmutniała lekko.
- Pani jest bardzo dobra… - odrzekła smutnym, drżącym głosem. Jak gdyby miała się zaraz rozpłakać.
- Och… Nanine, nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz… - rozpromieniła się, odgarnęła włosy z czoła i zmienionym, żywszym głosem dodała: - No, idź już, nie mogę się spóźnić do restauracji. Słyszysz? Dzwony wybijają 7! Nie ma co zwlekać… A! I zawołaj Annę, musi pomóc mi się uczesać…
- Już biegnę.
Małgorzata zerwała się pospiesznie z wykładanego bordowym aksamitem krzesła, gdy tylko Nanine wybiegła z pokoju, pozostawiając za sobą dźwięczne echo kroków i podśpiewując pod nosem melodię bliżej nieokreślonej piosenki. Poczęła przygotowywać się do spotkania z księciem.
Nie wiedziała jeszcze co mu powie, nie zastanawiała się nawet o co ją spyta. Wiedziała jedynie, że nakaże jej skończyć z życiem kurtyzany, odejść w cień śmietanki warszawskiego półświatka i wreszcie wyjechać z nim za granicę, podawać się za jego córkę. Zawsze prosił ją o to samo. Wiedziała, że i tym razem nie odpowie nic, ewentualnie uśmiechnie się niewinnie i uda chwilową niedyspozycję z powodu migreny. A on zmartwiony karze jej uważać na siebie, odprowadzi ją do powozu i odjedzie. Przecież wie, że zostało jej jedynie kilka lat życia.
Mówią, że jest niemoralna. Czym w takim razie jest moralność? Roztaczaniem pozorów? Udawaniem? Przecież moralność ma się we własnym sercu, we własnej duszy.
***
- I, do prawdy, nie ma znaczenia co na ten temat myśli arystokracja, co myślą księża i co myślisz ty książę. Ty sam nie jesteś moralny chcąc pozbawić mnie szczęścia w moim pojęciu, tego co mi daje radość – nie tobie – ale mi. Chcesz bym w ostatnich latach, a być może miesiącach mojego życia skruszona mieszkała w twoim apartamencie, udawała twoją córkę, płakała nocami i tęskniła za życiem, które w ostateczności przez ciebie utraciłam, za szczęściem. Dla ciebie, dla twojej własnej uciechy, dla tych kilku lat… - rozpłakałam się. Nie wymuszenie, nie myśląc co robię i mówię. Nie zwracając uwagi na kelnera, który bacznie przyglądał się tej niecodziennej sytuacji.
- Kocham Cię. – złapał moją dłoń, w której trzymałam nieskazitelnie białą chusteczkę.
- Ty mnie kochasz? – powiedziałam, jak gdyby to był jakiś absurd. – Dlaczego więc pozbawiasz mnie szczęścia i radości życia. Tak nie wiele pozostało mi już dni. Tak bardzo pragnę zażyć tych kilku chwil szczęścia, czerpać z życia całymi garściami. Nie dane mi było żyć długo, niech żyję więc szybciej. – mówiłam to płacząc, ocierając łzy co słowo.
Straciłam całą swą elegancję, wytworność, którą tak szczyciłam się na początku naszego spotkania. Nie spodziewałam się takich emocji. Nigdy nie okazywałam bólu, który trawił mnie na samą myśl o zbliżającej się śmierci. Dopiero teraz, wszystkie tłumione słowa, całe pokłady psychicznych łez wyciekały z serca, nie sposób było ich powstrzymać.
- Nie mów tak.
Nie potrafiłam opanować ciśnienia, które wytworzyło się w sercu, w płucach. Nie potrafiłam zaczerpnąć powietrza, opanować drżenia warg i dłoni. Gdyby nie czarne rękawiczki moje dłonie byłyby lepkie od potu.
- Wiesz dobrze, że chcę dla ciebie jak najlepiej. – powiedział łagodnie.
Zaniosłam się głośnym szlochem, który przemienił się nagle, bez żadnego ostrzeżenia w palący ból w płucach. Zaczęłam kasłać, chusteczką zakrywałam usta.
- Co za wstyd… - wydukałam.
Nie powiedział nic. Jedynie pomógł mi wstać i wejść do powozu. Musiałam odpocząć. Pojechaliśmy do jego pałacu, czekał tam na mnie lekarz.

Odpowiedzi udzielone na to pytanie

5 minut temu


Oceń: (0) (0)

SAT 2012-05-15 14:13:44

Jeżeli dobrze rozumiem, Małgorzata cierpi na suchoty i w obliczu nieuchronnej śmierci pragnie zintensyfikować doznania jakie płyną z pełnego życia. Jest wyemancypowana jak na tamte czasy co sugeruje wzmianka o "prowadzeniu się jak kurtyzana".

Proponowałbym zmienić zdanie "nosiła się na bogato" - zbyt mocno przypomina dzisiejszy slang i nie pasuje do klimatu czasów, które kreujesz.

Podoba mi się scena w lokalu. Nie jest to co prawda opowiadanie w moich klimatach - przynajmniej z tego, co do tej pory przeczytałem - jednak uważam, że jak najbardziej powinnaś pisać dalej.

Pozdrawiam serdecznie
SAT

Fryzury 11 minut temu

Zobacz też: włosy..
Oceń: (0) (0)

crazy00 2011-03-28 20:06:30

Fajne ;D Pisz dalej. ;D

Oceń: (0) (0)

crazy00 2011-03-28 20:01:04

Fajne. ;D

Zgłoś nadużycie

Dodaj odpowiedź do pytania

Teraz bez logowania

Zadaj własne pytanie

Teraz bez logowania

Inne pytania z tej kategorii

GDZIE KUPIĆ KSIĄŻKĘ...

Autor: Zuzuen, Odpowiedzi: 1

czy frazeologia idiom...

Autor: krzyszto, Odpowiedzi: 0

czy kochacie...

Autor: Emulka, Odpowiedzi: 6

Kto to jest Koryfeusz?

Autor: venomouss, Odpowiedzi: 2

Linki