Profil użytkownika

Ostatnie logowanie: 2009-12-24 18:41:38
Deelor 0pkt
Ranking: 17289 (ostatnie 30 dni)
  • Imię:
  • Średnie oceny: odpowiedzi - 100%
  • Rejestracja: 9 listopad 2009 (2009-11-09 15:59:37)
  • Suma punktów: 96
  • Znajomi: Jeszcze nie ma

Ostatnie pytania

Ostatnie odpowiedzi

napiszę opowiadanie na temat 1)udana sobota lub 2)spotkanie nad jeziorem.

Autor: Deelor, Czas od dodania: 2009-11-09 16:05:55

Takie znalazłem.. Od czego jest google..


napiszę opowiadanie na temat 1)udana sobota lub 2)spotkanie nad jeziorem.

Autor: Deelor, Czas od dodania: 2009-11-09 16:05:10

Wracając pociągiem wciąż czułem ten „zapach”. Mimo, że od pamiętnej nocy minęła już cała doba to dalej czułe woń rozkładających się zwłok. Jeszcze wczoraj rano wierzyłem, że to, co się wydarzyło to był sen, może wytwór mojej wybujałej wyobraźni. Zawsze do historii takich jak ta, która mi się przydarzyła, byłem nastawiony sceptycznie, ale tym razem w żaden naukowy sposób nie można było wyjaśnić tego, co spotkało mnie na wakacjach. Myślałem z początku, że to, co widziałem i czułem było spowodowane alkoholem, zakładałem takie wyjaśnienie pomimo tego, że było to założenie naprawdę bzdurne. To był dla mnie prawdziwy wstrząs, gdy Krzysztof pokazał mi dzisiaj lokalną gazetę. Na drugiej stronie zobaczyłem zdjęcie człowieka, z którym rozmawiałem w nocy nad jeziorem.
W wagonie panował spokój. Krzysiu przysnął na siedząco, Paweł próbuje go obudzić odbijając światło słoneczne od zegarka. Obserwuję ich przez chwilę. „Zajączek” zbliża się do zamkniętej powieki, powoli przesuwa się po policzku do góry, udało się, odbity promień spowodował oczekiwaną reakcję, Krzyś obudził się. Patrzymy przez chwilę na siebie. Nie mam ochoty na rozmowę. Niech sobie myślą, że jestem na nich zły, że mi nie wierzą. Jest mi to obojętne, sam nie wiem, co o tym sądzić. Ciągle myślę o spotkaniu nad jeziorem. Postanawiam, że spróbuję opisać tą dziwaczną noc tak jak ją pamiętam. W między czasie obaj koledzy próbują, choć przez chwilkę się zdrzemnąć. Nie dziwi mnie to, sam jestem zmęczony podróżowaniem w trzydziesto stopniowym upale. Sięgam po plecak, znajduję w nim zeszyt. Po krótkiej chwili jestem już przygotowany do pisania, mogę zaczynać, tylko pytanie, od czego. Nie mogę się skupić, potrzebuję się wyłączyć całkowicie, oderwać od rzeczywistości i zanurzyć w morzu wspomnień, przeszkadza mi odgłos jadącego pociągu. Walkman. No tak przecież mam walkmana, może muzyka da mi natchnienie. Zerkam na przyjaciół, obaj śpią na siedząco. Obok mnie leży gazeta otwarta na stronie ze zdjęciem mężczyzny. W słuchawkach słyszę ścieżkę dźwiękową z „miasteczka Twin Peaks”. Już wiem zacznę od początku. Przykładam długopis do kartki i zaczynam.
W pamiętne wakacje bawiłem nad jeziorem z trzema przyjaciółmi ze szkoły średniej. Mieliśmy wreszcie możliwość spędzenia razem czasu. W czasie owych zdarzeń byliśmy studentami, każdy z nas studiował na innej uczelni, ale nasze stosunki przyjacielskie miały się bardzo dobrze. Miejscem naszego wypadu był letniskowy dom naszego przyjaciela Kuby, znajdujący się niedaleko Anastazewa, w Lipnicy. Kuba podjął nas bardzo serdecznie. Oprócz niego czekała na nas słoneczna pogoda i pustka wokół, ponieważ inne domki letniskowe znajdujące się w pobliżu były w czasie naszego przyjazdu opuszczone.
Czułem się tam naprawdę świetnie. Był to mój pierwszy wyjazd w te wakacje. Czekałem na niego cały miesiąc po zakończeniu sesji i wreszcie leżę na maleńkiej plaży umiejscowionej przy lesie, z piwem w ręce i patrzę na przyjaciół jak szaleją w wodzie. Od jeziora do domku dzielił nas dystans około jednego kilometra. Muszę nadmienić, że Kuba posiadał własną łódkę- sportine, co znacznie podniosło atrakcyjność tego wyjazdu. Już pierwszego dnia popłynęliśmy do Poznania po skrzynkę piwa. Następnie po powrocie zebraliśmy drewno na wieczorne ognisko, na którym każdy zajadał się wszelkiego gatunku kiełbasami, opijał piwem i przede wszystkim rozmawiał na dręczące go tematy. Praktycznie wszystkie dni przebiegały podobnie do dnia pierwszego, różnica polegała na miejscu, w którym cumowaliśmy łódkę. Myślę, że nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że tak wyobrażałem sobie wtedy odpoczynek na wakacjach.
Noc, której nigdy nie zapomnę to była noc szósta. Już z rana postanowiłem, że w nocy pójdę wypić sobie piwo nad jeziorem w czasie gdy koledzy będą siedzieć przy ognisku. Miałem straszną ochotę być sam na sam wieczorem z moimi problemami. Poza tym czułem się lekko zmęczony brakiem dłuższej chwili samotności. Byłem przygnębiony z powodu przeciągającej się aż do września sesji. Smutna była wizja, że już za trzy dni, po powrocie do domu, będę musiał wziąć się za naukę. Do egzaminów poprawkowych pozostał mi niecały miesiąc, chciałem być dobrze przygotowany, ale piękna pogoda odbierała mi do tego chęci. Myśl o nauce stawała się strasznie przeszkadzająca w normalnej zabawie.
A więc udało mi się opuścić wreszcie całe towarzystwo siedzące przy ognisku. Dochodziła już godzina 23, kiedy postawiłem pierwsze kroki w lesie. Mój ekwipunek stanowiła podręczna latarka i piwo w puszce. Dookoła mnie panowała głęboka ciemność. Odwróciłem się, aby spojrzeć na szalejący ogień na działce Kuby. Parę kroków do przodu, lekki zakręt w lewo i straciłem kontakt wzrokowy z moimi przyjaciółmi. Włączyłem podręczną latarkę i brnąłem dalej przed siebie, zapuszczając się coraz bardziej w „gęstą” ciemność. Mimo tego, że wypiłem wcześniej kilka piw, moje zmysły były bardzo wyostrzone. Każdy najsłabszy nawet szelest, wywoływał natychmiastową moją reakcję. Moje serce biło coraz szybciej, mocniej, miałem wrażenie, że słyszę je głośno w mojej głowie. Zawahałem się, miałem ochotę zawrócić. Las zrobił na mnie przerażające wrażenie, chciałem się odwrócić i biec jak najdalej stąd. Ale nie zrobiłem tego. Stałem tak niezdecydowany dopóki nie przyszła mi do głowy myśl, że powinienem być dumny, że podjąłem samotną wędrówkę. Samotną, przez ciemny las, przy setkach dziwnych dźwięków, które zwracają na siebie uwagę w dzień, ale teraz, gdy nie widać źródła ich pochodzenia, dopiero działają na wyobraźnię. Do tego wszystkiego te wciąż spragnione krwi komary i czające się w krzakach a nawet na ścieżce, którą krocze, różnego rodzaju żmije i małe węże. To, że poszedłem dalej zawdzięczam temu, że musiałem dopiąć swego i usiąść na plaży, wtedy byłbym naprawdę zadowolony z siebie. Taki mały test – pomyślałem – tym razem go zdam. Otworzyłem puszkę i pociągnąłem duży łyk piwa. Uspokoiłem się trochę i poszedłem dalej. Po krótkiej chwili ścieżka rozrosła się, doszedłem do niedużej polanki, obok której znajdowała się mała plaża.
Spojrzałem na jezioro i moim oczom ukazała się łódka Kuby. Usiadłem przy brzegu, rozejrzałem się po niebie, było idealnie czyste, ani jednej chmurki, rozbłyskiwało tysiącami gwiazd. Próbowałem rozpoznać jakiekolwiek gwiazdozbiory, ale było to zadanie ponad moje siły, ponieważ powłoki dosłownie kleiły mi się. Jezioro było bardzo spokojne, wiał lekki przyjemny wiaterek. Wprawiło mnie to w prawdziwie błogi nastrój, niestety przerwany przez brzęczenie komara, który krążył koło mojego ucha. Odruchowo uderzyłem się w prawą część twarzy, przy okazji wylałem odrobinę piwa na piasek. Szybkim ruchem ręki podniosłem puszkę z ziemi, gdy nagle usłyszałem tajemniczy szelest w krzakach z mojej lewej strony. Odwróciłem się w tym kierunku i zaświeciłem latarkę. Ujrzałem wysokiego mężczyznę zmierzającego w moim kierunku. Nie miał on prawie nic na sobie oprócz przemokniętej podkoszulki i bokserek. W ogóle nie przeszkadzało mu to, że świecę w niego latarką. Pierwszą myślą jaka mi się nasunęła, była myśl, że mam do czynienia z psychopatą albo jakimś zboczeńcem, lub kimś w tym typie. Człowieku nie podchodź do mnie – pomyślałem zszokowany. Tymczasem on jak gdyby nigdy nic, usiadł pięć metrów ode mnie, na piasku. Przestałem świecić w niego latarką.
- Piękna noc, nie uważa Pan?- odezwał się po raz pierwszy. Głos miał normalny, tylko dziwnie niepokojąco cichy, ale nie miałem pewności czy przypadkiem nie szeptał. Siedziałem dalej nic się nie odzywając, patrząc się prosto w jego twarz. Przesunął się bliżej w moją stronę, tak, że teraz widziałem ją dość wyraźnie. Zapamiętałem, że była nienaturalnie sina, wręcz sprawiała wrażenie twarzy martwego człowieka, dziwne było to, że nie wyrażała żadnych emocji, była bardzo obojętna. Spojrzał mi prosto w oczy, przez moje ciało przeleciał zimny dreszcz, to spojrzenie było tak głębokie, że wydawało mi się, że przeszywa mnie na wylot, tak jakby widział coś daleko za mną. Nawet teraz jadąc pociągiem czuję to, czego nie poczułem z początku. Dopiero gdy się przysunął bliżej doleciał do mnie niepokojący, niemiły zapach, był tak nieprzyjemny, że nie mogłem przełknąć śliny. Kojarzył mi się z czymś rozkładającym się, czymś zgniłym z tym, że wydawał się być mocniejszy.
- Boisz się mnie? – Zadał drugie pytanie. Na to odpowiedziałem skinieniem głowy, że nie. – Widzę, że się boisz. Cieszę się, że tu jesteś. Od trzech dnie nie miałem okazji porozmawiać z kimkolwiek. Ostatnią osobą, z którą rozmawiałem była moja żona.- Po tym zdaniu pamiętam, że zapanowała dłuższa cisza.
Mój rozmówca zamyślił się, ja natomiast siedziałem mocno zszokowany obok niego, powoli zaczęła do mnie dochodzić świadomość, że nie mam do czynienia ze zwykłym człowiekiem. Ta twarz, ten zapach. Ale może się mylę, może to jest zwykły człowiek, który tak jak ja wyszedł na spacer, zobaczył mnie siedzącego na plaży i postanowił się przysiąść, może chciał mnie wystraszyć- pomyślałem- jeśli tak to mu się to udało, ponieważ nigdy w życiu nie byłem tak wystraszony. Zauważyłem też, że jego twarz się zmieniła, nie była już bez żadnych emocji, ponieważ wyrażała teraz głęboki smutek.
Siedziałem nieruchomo obserwując jego reakcję. Zaczęło mnie zastanawiać, co spowodowało u niego takie przygnębienie, ale nie miałem odwagi spytać go o powód. Po chwili odezwał się znowu.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, co to znaczy naprawdę kochać, wręcz ślepo – jego głos był załamany, jakby miał się rozpłakać – nie zdawałem sobie sprawy... nie mogłem... nigdy by mi to do głowy nie przyszło... a teraz... przez nią... – z trudem wymawiał kolejne części zdania, płakał. Tymczasem ja zacząłem zdawać sobie sprawę, że ten człowiek...jest martwy. Nie żyje. W mojej głowie toczyła się walka pomiędzy tym, w co zawsze wierzyłem a pomiędzy tym, co widziałem i czułem. Zacząłem zadawać sobie pytanie, czemu to akurat ja musiałem tutaj przyjść, dziś o tej porze, czemu sam, i teraz, czemu musiałem spotkać tego człowieka.
- Wróciłem wcześniej z delegacji, tylko po to żeby móc się do niej przytulić, chciałem się z nią kochać – głos mu się uspokoił- wstąpiłem po drodze tylko do sklepu po szampana, kwiaty... nasz syn był u mojej matki. Chciałem abyśmy byli sami... zaparkowałem samochód przed garażem... wszedłem po cichu do domu... zostawiłem kwiaty i szampana w kuchni... udałem się do sypialni, aby ją obudzić – w tym miejscu znów przerwał. Udało mi się wszystko poukładać w głowie, już wiedziałem co się stało. Zrobiło mi się go naprawdę szkoda. Spojrzałem mu prosto w oczy, zrobiły się całkiem białe; podskoczyłem lekko z wrażenia.
- Zastałem ją nagą, śpiącą... przytuloną do jej przyjaciela z dawnych lat, zrobiło mi się niedobrze, wyszedłem na dwór zwymiotować. Później wróciłem zamknąć drzwi od sypialni, zabrałem z kuchni szampana, wyrzuciłem kwiaty do kosza... aby wiedziała. Następnie wsiadłem do samochodu i odjechałem... nie wiedziałem gdzie jechać, po prostu jechałem przed siebie. Wyjechałem z miasta, jechałem jakiś kawałek, po czym zatrzymałem się na jakimś moście... zupełnie przypadkiem tam trafiłem. Wysiadłem, nikogo wokół nie było, wypiłem szampana... upiłem się... przestało mi zależeć na wszystkim... cały czas sądziłem, że byliśmy idealnym małżeństwem. Postanowiłem wejść na barierkę, miałem problem z zachowaniem równowagi... poślizgnąłem się... spadłem w dół wprost do jeziora.- Po tym zdaniu umilkł, siedział tak przez chwilkę, aż zaczął cicho szlochać.
- Zapaliłem latarkę, chciałem go oświetlić. Zrobiło się całkiem ciemno i ledwo go widziałem a miałem ochotę przyjrzeć mu się. Byłem ciekaw czy naprawdę siedzi przy mnie martwy człowiek. Wciąż trapiły mnie wątpliwości. Twarz miał zakrytą pomarszczonymi, zapewne od wody, dłońmi. Cały się trząsł, wyglądał jak wystraszone dziecko, które boji się, że dostanie w skórę. Ciągle bił od niego straszliwy smród. Wyszukałem w kieszeni paczkę papierosów, wyciągnąłem jednego i zapaliłem. Od razu zrobiło mi się lepiej, zapach spalanego tytoniu „zabijał” ten smród. Ta suka też paliła.
- Słucham? – spytałem zmieszany, wręcz zaskoczony jego nagłą wypowiedzią.
- To przez tą sukę teraz się błąkam nocami po tym lesie, gdybym mógł to cofnąć to
najpierw ją bym zabił, i tego jej kochasia. – Wstał, przybrał groźny wygląd, siedziałem naprzeciwko wkurzonego martwego człowieka – zabiłbym tą sukę.
Jego twarz przybrała wygląd szaleńca, otworzył szeroko usta w dzikim uśmiechu pokazując zaciśnięte zęby. Wygląda jak pies, który warczy- pomyślałem. Nagle rzucił się na mnie, przewracając mnie na piasek. Po chwili leżałem całym obwodem swojego ciała przygnieciony przez niego. Papieros wypadł mi z ust, gdy mnie przewracał i właśnie wypalał mi dziurę w bluzie. Jego palce zacisnęły się na moim gardle. Jednym kolanem klęczał na piasku, drugim natomiast oparł się na moich nogach. Zacząłem się dusić, było mi coraz ciężej oddychać nosem z powodu bijącego od niego zapachu. Próbowałem odepchnąć go rękami, bezskutecznie, był zbyt ciężki. Biłem go po plecach i głowie, z początku mocno, później coraz słabiej, opadałem z sił. On nic nie odczuwał, był obojętny na moje starania, nawet nie drgnął. Jego palce zaciskały się coraz mocniej, byłem pewny, że zaraz zmiażdży mi krtań. Pamiętam z tego bliskiego kontaktu, że cały czas syczał przez zaciśnięte zęby „zabiję cię, musisz umrzeć”. Nagle nieoczekiwanie zwolnił kolano z moich nóg, automatycznie podciągnąłem swoje kolana do klatki piersiowej i wypchnąłem je z całej siły prosto w niego z całą mocą, jaką udało mi się wykrzesać. Moja szyja gwałtownie została uwolniona z żelaznego uścisku palców mężczyzny. Poleciał do tyłu, upadł plecami na piasek. Przez chwilę się nie ruszał. Próbowałem wstać, nogi bardzo mi drżały, przewróciłem się. Zauważyłem, że mój niedoszły zabójca wstaje. Zacząłem czołgać się w kierunku lasu. Byłem bliski histerii.
- Dlaczego ja? – krzyczałem – dlaczego?
Nic nie mówił, otrzepał się z piasku, ruszył powoli za mną nie śpiesząc się. Widział, że mam problem, że nie mogę wstać, był coraz bliżej, bliżej, gdy nagle, w oddali na ścieżce, którą wcześniej tu przyszedłem, zauważyłem słabe światło. Wstąpiła we mnie nadzieja, udało mi się zerwać na nogi, rzuciłem się do szaleńczej ucieczki. Byłem przekonany, że to moi koledzy idą sprawdzić, czemu tak długo nie wracam. Biegłem przed siebie w stronę światła. Bałem się odwrócić, ale chęć zobaczenia czy on jest blisko zwyciężyła. Zerknąłem przez ramię i stanąłem jak wryty. Nie było go za mną. Przestał mnie gonić. Po prostu zniknął.
- No, co jest? Czemu nie przychodzisz? Myśleliśmy, że sobie coś zrobiłeś. Masz jakiś dziwny dzień – powiedział podbiegając do mnie Kuba- Czemu nic nie mówisz? Co ci jest? Jesteś cały rozpalony, trzęsiesz się.
-Chciał mnie zabić -rozumiesz to! Chciał mnie zabić!- byłem jak w transie. Kuba trząsł mną próbując sprowadzić mnie „na ziemię”.
-Kto? O kim ty mówisz? Jesteś pijany?- pytał zdezorientowany Krzyś.
- Mężczyzna z plaży- odpowiedziałem dochodząc do siebie. Przestałem się bać, poczułem się bezpiecznie w obecności przyjaciół. Wiedziałem, że on już nie wróci. Byłem tylko ciekaw, co się z nim stanie, czy jutro wieczorem znów się pojawi na plaży.
- Mężczyzna z plaży? A nie kobieta?- zaśmiał się złośliwie Paweł.
- Zostaw go! Widzisz przecież, że coś się wydarzyło! – uspokoił go Kuba.- Gdzie masz latarkę?
- Została na plaży. Porzuciłem ją podczas ucieczki.
- Więc chodźmy po nią – wtrącił się Krzysiu.- Może zobaczymy tego człowieka, który tak cię wystraszył.
I stało się. Znów znalazłem się na plaży, z której przed chwilką uciekałem. Latarka została odnaleziona w miejscu., w którym byłem duszony. Opowiedziałem przyjaciołom całe zajście, to jak znienacka pojawił się „topielec” – tak go teraz nazwałem, to jak opowiadał swoją historię, to jak nagle dostał ataku szału. Słuchali mnie w skupieniu, ale słychać było niedowierzanie w głosie, gdy pytali mnie o różne rzeczy. Byliśmy tam może z 15 minut, następnie powróciliśmy do domku. Byłem tak wykończony, że nawet nie wiem, kiedy usnąłem. Miałem tej nocy dziwny sen. Śniło mi się, że to ja mam żonę, dziecko...,że to ja wracam do domu i zastaję moją żonę śpiącą po upojnym stosunku obok innego mężczyzny. Sen ten zakończył się bardzo drastycznie, w pewnym momencie przestałem poznawać siebie: wyszedłem z sypialni, przyniosłem z garażu świeżo ostrzony tasak, to już przestałem być ja, zamieniałem się w mężczyznę z plaży, moja twarz nie była już moją twarzą. Na rękach pojawił się zarost, stałem się wyższy, silniejszy. Podszedłem do kochanka żony, uniosłem wysoko trzymany obiema rękami tasak i opuściłem go z całą siłą odrąbując głowę „przyjaciela” żony od pozostałej części ciała. Kobieta obudziła się, uśmiechając się podniosła odrąbaną głowę, trzymała ją teraz zwróconą twarzą w kierunku „topielca”, w którego przemieniłem się całkowicie.
-Spójrz! On jest od Ciebie lepszy nawet bez głowy- powiedziała. Wypuściła głowę z uścisku i zaczęła się dziko śmiać. Rozwścieczyła tym „topielca”, który z kapiącym od krwi narzędziem zbrodni ruszył w jej kierunku, przechodząc dookoła łóżka. Złapał ją gwałtownie za włosy, popatrzał jej z dziką żądzą zabijania w oczy. Śmiała mu się teraz prosto w twarz. Pchnął ją na łóżko, podniósł w górę tasak, aby zadać śmiertelny cios... i w tej chwili Kuba mnie obudził na śniadanie.
- Wstawaj! Zamierzasz tak spać do wyjazdu? – tymi słowami obudził mnie – chodź na śniadanie. Chłopcy zrobili jajecznicę na kiełbasie. Zjesz i pójdziemy popływać.
Byłem tego dnia znowu na plaży. Szukałem dowodów mojego spotkania. Niestety nie znalazłem niczego, czym mógłbym udowodnić tym niedowiarkom, że całe zdarzenie opowiedziane przeze mnie wydarzyło się na jawie wczorajszego wieczora. Wieczorem spakowaliśmy się dosyć szybko, aby resztę czasu do wyjazdu z działki spędzić na ognisku.
Z samego rana przepłynęliśmy łódką do Poznania skąd mieliśmy pociąg do Częstochowy. Pozwoliliśmy sobie jeszcze tylko na ekspresowe zakupy, po czym wyruszyliśmy w kierunku domu. Krzysiu w kiosku kupił lokalną gazetę. Nudząc się w pociągu postanowiłem ją przejrzeć. Przerzucając strony natknąłem się na znajomą twarz. Twarz mężczyzny znad jeziora. Odruchowo wydobyłem z siebie okrzyk przerażenia. Koledzy skoczyli wystraszeni.
- Co się stało? – pytali.
- To on! To jego spotkałem na plaży. – Odpowiedziałem podniecony, wskazując na zdjęcie.
Okazało się, że „ topielec” zaginął tydzień temu. Historia, jakich wiele, wyszedł z domu i nie wrócił. Wczoraj rano wyłowiono jego zwłoki z jeziora. Na ciało natknął się jakiś malec pływający na pontonie . Tomek- tak miał na imię spotkany przeze mnie człowiek- zostawił żonę z pięcioletnim synkiem – napisali. Gdyby wiedzieli to, co ja – pomyślałem- pewnie się zastanawiają czy to było samobójstwo, czy morderstwo. Zadzwoniłbym na policję, ale pewnie mi nie uwierzą. Zresztą jeszcze mnie zaczną podejrzewać. Pewnie jego żona myśli, że to było samobójstwo, znalazła kwiaty w koszu na śmieci.
Zamknąłem zeszyt. Miałem już dosyć pisania, zresztą moja historia znad jeziora dobiegła końca. Zastanawia mnie jeszcze tylko czy gdyby się nie poślizgnął na barierce to czy rzeczywiście by skoczył. Nie rozumiem jeszcze jednego- mojego snu z ostatniej nocy. Śnił mi się Tomek. Stałem z nim na plaży. W pewnym momencie zaczął iść w kierunku jeziora, wszedł do niego, woda zakrywała go coraz bardziej, bardziej. Gdy poziom wody dotarł do jego klatki piersiowej odwrócił się w moim kierunku, wyciągnął przed siebie prawą rękę i wskazał na mnie mówiąc „pamiętaj”. Nie mam pojęcia, o co mu chodziło, cały czas mnie trapi pytanie-„co mam pamiętać?”. Chyba miał na myśli całe spotkanie, może chciał abym przekazał coś jego żonie. Przypuszczam, że dzisiejszej nocy znów mi się przyśni, może wtedy coś się wyjaśnij- pomyślałem wynosząc bagaże z pociągu.


Komentarze do profilu

Profil tego użytkownika nie został jeszcze skomentowany

Ostatnio dodani znajomi

Użytkownik nie posiada jeszcze znajomych